13 grudnia

w drodze: RZYM



...skoro wszystkie drogi prowadzą do Rzymu, to i mnie nie mogło tam zabraknąć :))))  Stolica Włoch jest oczywiście mniej kameralna od Wenecji, ale paradoksalnie też - mniej tłoczna, bo tysiące turystów rozkładają się jednak na większej powierzchni. Rzym również zwiedzałam w sierpniu, więc było barrrrrdzo ciężko, zwłaszcza, że głównym środkiem transportu były moje własne nogi (taki urok harcerskich wypraw), ale z drugiej strony, dzięki temu mogłam przemierzać rozgrzane brukowane uliczki, biec z piekącym, wysuszonym gardłem do wybawicielskich poidełek z wodą, rozlokowanych na całe szczęście często i gęsto po całym mieście, dać się wymuskać Słońcu, wtopić się w klimat Wiecznego Miasta... Tak, takie zwiedzanie jest po prostu najlepsiejsze! Rekompensuje pęcherze na stopach, ciało ciągle spocone od żaru lejącego się z nieba i plecak obciążony butelkami z wodą, bo bez nich ani rusz.

Rzym najbardziej zaskoczył mnie chłodnymi porankami. Wychodząc rano z domku na campingu ubierałam bluzę i długie spodnie; potem oczywiście temperaturka się rozkręcała i dla odmiany zdychałam z gorąca. Poza tym w ciągu dnia monotonnie - Słońce, Słońce, Słońce. Rady te same, co w Wenecji - kapelusz lub chustka, wygodne sandałki, WODA, okulary przeciwsłoneczne... No i tyle wystarczy. Resztę atrakcji zapewni Wam Rzym :))) Jest tyle do zobaczenia, że głowa mała! Myślę, że tak, jak o Wenecji krążą różne opinie, tak tutaj... bez dwóch zdań POKOCHACIE WIECZNE MIASTO!







































... a tu taki zabawny akcencik na stoisku rozłożonym przed Świętymi Schodami... Niestety nie sprawdziłam, czy faktycznie jest "taniej niż w Biedronce" ;-)




Wieśniara:)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

TOP